RUM
Pamiętam jakby to było wczoraj. Przeraźliwie mroźny i śnieżny styczeń. W Zakopanem –20 C, zaspy na wysokość 3,5 metra, a ON zamiast w budzie leżał na śniegu, ON – czyli nasz RUM. Widać było, że taka sroga zima nie robi na nim żadnego wrażenia. Zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć z bliska Owczarka w starym typie – górale mówią na nie „ Liptoki”. Na początku widać było jego niechęć do obcych ludzi ale nie byłbym sobą gdybym nie spróbował podejść i go pogłaskać. Za pierwszym razem nie udało się. Jednak drożdżówki i pączki, jego ulubione przysmaki, zrobiły swoje. Po chwili byliśmy już kolegami. Jego właściciel, starszy człowiek, oznajmił, że jestem pierwszą obcą osobą, którą RUM akceptuje. Powiedział także, że ze względu na wiek i stan zdrowia nie jest już w stanie zajmować się dużym, silnym i bardzo żywym psem. Później była długa rozmowa i następnego dnia RUM wracał z nami na tylnym siedzeniu.
Gdy przyjechaliśmy do domu, jakie był nasze zdziwienie. Rum okazał się dżentelmenem w każdej sytuacji, świetnie potrafił dogadywać
się z pozostałymi domownikami. Jednakże na swoją prawdziwą miłość wybrał naszą ukochaną TURNIĘ, z którą potrafi jeść jedną kość.